2014-06-19

Moja wieś.

W 'naszej' wsi po raz pierwszy byliśmy w sierpniu zeszłego roku. Wybraliśmy się tam na wycieczkę rowerową, jako, że to było jedno z miejsc, którego jeszcze nie odwiedziliśmy. W świetle sierpniowego słońca wieś prezentowała się wręcz malowniczo. Być może to właśnie dlatego nas zauroczyła :) Ponadto wszechobecne pola, niskie, maksymalnie dwupiętrowe domki, cisza (przed wieś przebiega jedna, główna ulica)... Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tam właśnie będzie nasze miejsce na Ziemi. Ale ciągnęło nas w tamte okolice i od słowa, do słowa, wypisując wszystkie za i przeciw, zdecydowaliśmy, że kupujemy tam dom z ogródkiem. W stanie deweloperskim.  Być może tu popełniamy błąd, być może powinniśmy sami wybudować dom, ale my się ani nie znamy na budowie, ani nie mamy na to czasu. Po za tym, te obecne 40m2 które wynajmujemy, to zdecydowanie za mało na nasze potrzeby. Za mało głównie na moje potrzeby. Nie mam miejsca już na nowe materiały, nie mam miejsca na gotowe wyroby. Ciężko się żyje i pracuje w takiej ciasnocie, a na wynajem lokalu zwyczajnie szkoda mi kasy :) Za kilka dni odbieramy klucze. Nie mogę się już doczekać.

To ja w mojej przyszłej pracowni. Zdjęcie stare, bo z lutego, teraz jest nieco ładniej i jaśniej ;)




A na koniec torebka tkaniny obiciowej, którą odkupiłam od koleżanki po fachu, którą chyba wszyscy znają: http://kattastudio.blogspot.com/





Pozdrawiam wszystkich odwiedzających :)


2014-06-13

Skórzane torby i moje DIY

Zgodnie z zapowiedziami w poprzednim poście, ten wpis poświęcony będzie skórzanym torebkom.
Długo podejmowałam decyzję o kupnie skóry i w ogóle o podjęciu się nauki szycia skóry. Z jednej strony wiedziałam, że jest piękna i trwała, a z drugiej strony przed oczyma miałam widok zmarnowanych skór (pieniędzy) i tych biednych zwierząt, z których jest ona pozyskiwana. W końcu zdecydowałam się na jej kupno, ciekawość wygrała. Może to głupie i naiwne, ale chcę wierzyć, że skóra, którą kupiłam jest wytworzona ze skóry zmarłych zwierząt.
Kupno samych skór nie wystarczyło, aby torebka była ładnie i profesjonalnie uszyta. Potrzebne były specjalistycznie igły i nici. Kupiłam je w sklepach internetowych, bo tak łatwiej, choć nie koniecznie szybko. Musiałam chwile na nie poczekać, choć leżąca na półce skóra korciła jak diabli :)
Pierwsza torba, którą zdecydowałam się uszyć (po wcześniejszym testowaniu na skrawkach i ustawianiu maszyny oczywiście) to zwykły worek z jednym uchwytem.




Wiedziałam, że torba może mi nie wyjść, więc byłam nastawiona na to, że torebka będzie dla mnie. Mimo stresu i mojego niezbyt optymistycznego nastawienia torebka się udała! Nie mogłam uwierzyć w to, że szycie skóry, które zaliczałam do mega hardkorowego, wcale takie trudne nie było. Fakt, trzeba szyć ostrożnie i wolno, jeśli nie chce się zmarnować torebki, ale to wcale nie jest takie hardkorowe!
Kolejny model był już nieco bardziej skomplikowany i nigdy przeze mnie nie szyty. Prototyp (choć zwykle tego nie robię) uszyłam z filcu nieimpregnowanego. Torba prezentowała się ciekawie i z tej ciekawości jeszcze tego samego dnia przystąpiłam do szycia torby skórzanej. Szycie nie było już takie stresujące, jak za pierwszym razem, byłam raczej dobrej myśli i... kolejny raz się udało :)


Ten model mi się strasznie spodobał, więc uszyłam jeszcze jedną taką torbę w jaśniejszym kolorze.







Na sam koniec chciałabym 'ogłosić' tym, którzy nie śledzą moich postów na Facebooku, że na blogu Artillo został opublikowany post z moim DIY.

 http://artillo.pl/blog/p/grunt-to-modna-torebka

Serdecznie zapraszam tych, którzy chcieliby spróbować uszyć filcową torebkę, a nie wiedzą, jak się do tego zabrać :)


2014-06-04

Wiosenne torby

Chciałam zrobić pokazówkę zdjęć wszystkich toreb filcowych, jakie na blogu się jeszcze nie pojawiły. Ale wiecie co? Dnia by mi chyba nie starczyło na publikację ich wszystkich ;D Dlatego też daję sobie spokój z filcówkami, teraz jest wiosna (choć lato za rogiem :)), powinnam więc pokazać torby, które uszyłam specjalnie na tę okazję. Torebki nie z filcu, a z zamszu syntetycznego, bawełny, drelichu, tkaniny tapicerskiej. Szyjąc każdy model po raz pierwszy czułam się tak, jakbym dopiero co zaczynała przygodę z szyciem. Pół dnia zmóżdżałam się nad każdym projektem, ręce mi się trzęsły, serce mi waliło, zachwycałam się efektem końcowym. Lubię takie szycie :) Teraz te same emocje przeżywam obracając skórę naturalną, którą nabyłam w zeszłym tygodniu. Ale o tym w innym poście, dziś torebki z tkanin :)






















2014-05-28

Multum portfeli.

Był okres, kiedy każdego dnia powstawały nowe portfele. Różne, najróżniejsze, wymyślone przez klientów. Z kotkami, kwiatkami, a nawet i z sówką. Szycie na zamówienie, szycie takich maleństw wymaga większego skupienia. Nie wszystko wychodzi za pierwszym razem, było prucie, ponowne krojenie. Ale ogólnie zabawa była całkiem niezła, szyłam w końcu coś innego :)





















Pozdrawiam z zimnego Gdańska (jeszcze Gdańska ;)) :)


2014-04-14

Nowość :)

Czy można raz lubić szycie, a raz nie? Tak, można. Nie lubię szyć, kiedy MUSZĘ szyć ciągle te same modele, każdego dnia. A szyć lubię wtedy, kiedy mam mnóstwo czasu na uszycie czegoś nowego, z innych materiałów, z innego szablonu. W zeszłym tygodniu udało mi się w końcu zyskać trochę czasu na te szycie, które lubię. Projekt torebki chodził za mną jeszcze późną jesienią, także stworzenie szablonu nie było problemem, choć musiałam nieco zmniejszyć wymiary poszczególnych elementów torebki, bo torba okazałaby się zbyt duża. Jest duża, bo taka miała być, ale nawet mniejsza osoba nie będzie nią przytłoczona, tak sądzę, bo ja sama jestem raczej mała i widać mnie zza torebki.
Torebkę uszyłam z tkaniny obiciowej - uważam, że grubość i wytrzymałość tych tkanin idealnie nadaje się na zastosowanie torebkowe.
Jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego. Tak bardzo, że nie mogłam czekać aż torebka doczeka się sesji zdjęciowej w namiocie bezcieniowym, musiałam obfocić ją na byle jakim tle, przy byle jakim świetle. Chyba za bardzo się rozpędziłam, bo niestety zdjęcia nie oddają rzeczywistego koloru i świetności tej torebki. Ale co tam, chwalę się tym, co mam :)







Pozdrawiam Was wszystkich cieplutko :)

2014-03-28

Piesek ciąg dalszy

Jakie moje życie jest teraz wesołe! Od kiedy mam pieska, którego przedstawiłam Wam w poprzednim poście, częściej się uśmiecham, częściej spaceruję (i nawet to lubię!), odkrywam coraz to nowsze miejsca w okolicy. I choć obowiązków mam więcej, to ze wszystkimi radzę sobie doskonale, jestem bardziej zorganizowana.
Jak to często bywa w przypadku psów, które przebywały w schronisku, musiałam kilka razy odwiedzić gabinet weterynaryjny wraz z psiakiem. Kilka tygodni leczenia i piesek ma zdrowe uszy, zdrowe oczy, i piękną, gładką sierść bez 'łusek'. I mimo zapewnień Pana ochroniarza ze schroniska, z którym na co dzień przebywała moja Jodynka, Ona wcale nie jest taka spokojna i wcale nie przesypia całe dnie :) Ale to nic, widok szczęśliwego psa, wyrwanego ze schroniska, który pomimo młodego wieku swoje przeżył, rekompensuje wszelkie straty, od czapki zimowej zaczynając, na kapciach kończąc :)

Poniżej zdjęcia bohaterki wpisu - wielbicielki Słońca i dobrej zabawy :)





 Torebusiowy wpis niebawem!